77 Pet Food

Czyli…. tu jest luksusowo

Przystępując do ambasadorowania w Plebiscycie Sfinksy obiecałam sobie, że nie będę testować żadnych karm.

I zmiękłam gdy pojawiły się karmy od 77 PetFood – tak zaciekawił mnie ich opis – oraz skład, że pomyslałam, że to będzie ciekawe również dla Was.

Bo brzmi to po królewsku!


Empress Josephine
Pod patronatem Josephine Bonaparte cesarzowej Imperium Francuskiego podczas panowania Napoleona.
Ta cesarska karma zawiera 99% mięsa gęsi i kurczaka, 1% witamin, olejów i minerałów i 0% zbóż, kukurydzy, ani ryżu.
Zawiera 1500mg/kg tauryny oraz ma zbilansowany stosunek wapnia do fosforu 1,14:1, dzięki czemu jest pełnowartościowa i odpowiada naturalnej diecie kotów.
Skład
83,9% drób (w tym: 60% filet, 40% podroby)
15% gęś
1% substancje mineralne
0,1% olej kartamusowy
tauryna 1500mg/kg”


Queen Cleopatra
To egzotyczne danie w szklanym słoiku może służyć jako codzienna karma, lub jako niebiańska nagroda dla podniebienia naszych kotów.
Zawiera drobno-posiekany filet ze strusia Masajskiego z marchewką i morelą.
Skład
Mięso ze strusia 70%
naturalny wywar (rosół) 20%
marchew 5%
pestki dyni 2%
suszona śliwka 2%
tauryna”

Mam nadzieję, że już teraz rozumiecie co mnie skusiło.

Każdy kto karmi swoje koty karmą surową powinien mieć w razie „W” zapas karmy pasteryzowanej. Koty to koty – czasem mogą się zwyczajnie wypiąć na zrobioną przez nas mieszankę bo tak. Bez znanego nam powodu.

Czasem człowiek też może mieć drobne zaćmienie i zapomnieć wyjąć na czas mrożonki z zamrażarki. I w takich sytuacjach pojawiają się awaryjnie puszki.. no albo tak jak w przypadku dania ze strusia słoiki.

Queen Cleopatra

Te słoiczki traktowałam jako przysmak, nagrodę. Ich gramatura – 120g idealnie nadawała się do podziału na trzy koty po zabawie.

Co mnie zaskoczyło to zapach – bardzo bardzo delikatny. Od momentu przejścia na dietę opartą na surowym mięsie wszystkie „puszki” mówiąc wprost swoimi aromatami nie zachęcały do ich podania (nie nie była to kwestia zepsucia) . Naprawdę..niemal odrzucało mnie od nich.

Tutaj nic takiego nie miało miejsca.

Wiec już plus – polecam dla kocich opiekunów o wrażliwych nosach.

Królowa Kleopatra ma również bardzo przyjemną konsystencję – idealnie nadaje się do wsmarowania w maty spowalniające. Dodatki które producent deklaruje w składzie są widoczne- możemy zobaczyć na przykład całe pestki dyni lub drobne kawałeczki marchewki.

A co na taki luksus koty?

Nie przypominam sobie by za czasów puszkowych chłopaki jadły karmę ze strusiem. Zareagowały bardzo dobrze. Zjadały ze smakiem, nikt nie protestował. Fabian to nawet próbował jeść prosto ze słoiczka.

Dobrze mieć taką alternatywę po zabawie zamiast suchego smaczka.

Empress Josephine czyli gęś tundrowa

Karma o konsystencji i formie typowej wysoko mięsnej puszki z galaretką. Po zmieszaniu zawartości bardzo mokra – niemal musowa – jak dla mnie na duży plus – nie musiałam do niej dolewać wody.

Zapach – dla mnie już mocno wyczuwalny, ale nie odrzucający.

Oj- żałujcie, że nie widzieliście tego co ja kiedy przychodziła pora posiłku– to jak kocie języki pracowały na matach to aż miło! Po reakcjach chłopaków wnioskuję, że bardzo smakowało.

Czego obawiałam się najbardziej testując takie karmy ?

Przede wszystkim czy koty to zaakceptują- jak już czytaliście – nie było z tym najmniejszych problemów.

Druga rzecz to były sprawy kuwetowe – bałam się czy nie dojdzie do jakiś rewolucji – żadne nie miały miejsca!

I jeszcze jedna rzecz- karma nie wracała 😉

Recenzja powstała w ramach testowania produktów na potrzeby Plebiscytu Sfinksy

Dodaj komentarz