Gibo i Fabian … jedna adopcja po drugiej

Miał być jeden kot … miał być łaciaty

Znalazłam na “internetach” ogłoszenie, zadzwoniłam… Okazało się, że kotek jest już zarezerwowany, procedura adopcyjna była w toku.

Przemiła Pani ze Stowarzyszenia skierowała moją uwagę na inne małe kociaki które są pod ich opieką. Potem już sprawy potoczyły się szybko, wypełniłam ankietę adopcyjną, na telefon z decyzją czekałam jak na szpilkach…..

Pojechaliśmy całą rodziną do lecznicy gdzie maluchy były hotelowane i po dopełnieniu formalności wróciliśmy z Łaciatym do domu…. a mnie nie dawała spokoju jedna czarna kulka którą tam zobaczyłam…

Jeszcze z Gibusiem przez kilka dni tą lecznicę odwiedzaliśmy – mały troszkę słabo zniósł przeprowadzkę.  Każdego dnia dopytywałam o Fabiana, a domowników męczyłam o drugiego kota

Po około dwóch tygodniach wróciłam do domu również z Fabianem… była to wtedy mała czarna kulka składająca się głównie z wielkiego brzuchola..

W sumie… teraz też składa się z wielkiego brzuchola…tylko jest wększą kulką – 6 kilo masy !

Nie mam najlepszej jakości zdjęć z ich okresu niemowlęco – dziecięcego …. musicie mi wybaczyć

No cóż ..ta historia to dowód na to, że z kotami to jak z chipsami – nigdy nie kończy się na jednym

Dodaj komentarz