Oczyszczacz powietrza Roger little od Stadler Form

W domach gdzie są koty wiele sprzętów domowych pojawia się właśnie z ich powodu. Najczęściej są to meble i rzeczy typowo kocie… a to nowy drapak, a to nowa półka a to nowe legowisko. To normalne – każdy opiekun kota chce dla swojego zwierzaka jak najlepiej.

Szczytem nie kociego ale kociego zakupu przeważnie jest robot sprzątający (u nas to roomba 7+)

Nigdy bym nie pomyślała, że z powodu kotów zamieszka z nami „Mały Roger”

Muszę tutaj krótko wspomnieć o historii choroby Łaciatego, ale nie chciałabym, żeby ktokolwiek na tej podstawie diagnozował swojego zwierzaka.

Pierwszy epizod alergiczny wystąpił u Gibo w sierpniu 2019 roku – objawiało się to wylizanym do skóry futerkiem pod przednią łapką. Udaliśmy się natychmiast do weterynarza, zostały pobrane zeskrobiny -wyszedł pasożyt, podano leki.

Zaczęliśmy się też równolegle zastanawiać, czy nie była to reakcja stresowa – gdyż nastąpiło to ok 2 tygodnie po wizycie gościa którego koty nie znały.

Chwilowo mieliśmy spokój…

W okolicach wrzesień/październik sytuacja się powtórzyła pod kolejną łapką. Procedura ta sama – weterynarz, zeskrobiny, podano leki. Nie znaleziono nic… Nie powiem gdzie wtedy byliśmy…

Zdecydowałam się wówczas na podawanie suplementów odpornościowych, ponieważ kota ewidentnie “coś brało”. Tak przetrwaliśmy zimę.

I teraz przenosimy się do sierpnia 2020…

Sytuacja po raz kolejny powtórzyła się… było to około tydzień po zabiegu czyszczenia paszczy. Ale termin – równo rok po pierwszym epizodzie – dał do myślenia… Z kolei zabieg – czynnik stresowy również mógł mieć na to wpływ. Jednocześnie zaczęłam powoli kojarzyć fakty i doszłam do wniosku, że wszystkie te sytuacje występowały po wymianie żwirku w kuwecie na zapachowy.

Odstawiłam totalnie żwirki zapachowe, chemię do podłogi (pojawił się mop parowy), schowałam głęboko do szafy świeczki zapachowe które uwielbiam. Podane wówczas leki pomogły na krótko.. sytuacje z wylizywaniem łapek nasilały się.

Mieliśmy wtedy (i mamy nadal) pandemię i przychodnie weterynaryjne albo miały ograniczony personel, albo działały w reżimie sanitarnym, nie raz trzeba było czekać 4 dni na wizytę. A Łaciaty w tym czasie przestawał się wylizywać.

Takie „łyse placki” pojawiały się od czasu do czasu. A ja nie mogłam dojść do tego co kotu dolega. Powoli odstawiałam różne źródła białka, eliminowałam po kolei wszystko co można eliminować, mimo to nic nie pomagało.

Apogeum mojej frustracji i nasilenia objawów u Łaciatego to był grudzień 2020. Wszystko trafiło w nas ze zdwojoną siła. Kot był przebadany na milion sposobów. Nie było się do czego przyczepić. Zaczęłam kontaktować się z kocimi dermatologami.

Wprowadziłam też stosowanie olejku cbd – im intensywniejsze były te zmiany na skórze, tym kot był bardziej zdenerwowany. Jednocześnie podejrzewałam go o problemy behawioralne… Wiecie… ten rok nie był stabilny, mój tryb pracy również. Galerie zamykali, otwierali, zamykali, otwierali … próbowałam to połączyć z występowaniem zmian u Gibo. Jednocześnie wszystko, każdy mój ruch i działanie było konsultowane z kocim dietetykiem i behawiorystą w jednym. A dietetyka to koty mają najlepszego w tym kraju.

W pewnym momencie zostało mi polecone zainteresowaniem się tematem oczyszczaczy powietrza.

Pierwszym moim krokiem było zainstalowanie aplikacji która jakość powietrza nazwijmy to monitoruje. Gdy tylko widziałam pierwsze „nie takie” zachowanie kota uruchamiałam aplikację i widziałam jak tam wszystko świeci się na czerwono czy nawet fioletowo.

Chociaż mieszkam w okolicy gdzie powietrze można gryźć, a sąsiedzi segregują śmieci na łatwo-spalarne i trudno-spalarne temat jakości powietrza i oczyszczaczy był mi zupełnie obcy. No cóż mieszkam od urodzenia na Górnym Śląsku… tu nigdy fiołkami nie pachniało gdy otworzyło się okno.

Oczyszczacz powietrza traktowałam jako ostatnią deskę ratunku.

Zaczęłam guglować, czytać, wypytywać znajomych, przeglądać rankingi. Coraz bardziej sytuacja w mojej głowie klarowała się.

Nie chciałam urządzenia które będzie rozwiązaniem tymczasowym, zdecydowanie stawiałam w swych wyborach na jakość – to przede wszystkim. Drugą kwestią był wygląd. Nie jestem wybitną estetką, ale w końcu to miało być urządzenie które w domu będzie widoczne, więc miło by było gdyby mi się najzwyczajniej w świecie podobało.

Kolejną kwestią była łatwość obsługi. Lubię rzeczy, które uruchamiam i one działają. Po prostu. Względnie takie które mają kilka podstawowych przycisków – uruchamianie oraz jakiś plus i minus.

Tym sposobem w naszym domu pojawił się Roger little od Stadler Form

Pokładałam w tym cudzie naprawdę ogromne nadzieje… to miało być moje wybawienie. Naprawdę nasilona sytuacja grudniowa wyczerpała mnie emocjonalnie. Odbezpieczenie, montaż filtrów nawet dla mnie był dziecinnie prosty. Tak – „Mały Roger” ma dwa filtry – filtr wstępny oraz Dual Filter ™.

Ten pierwszy ma za zadanie przede wszystkim chronić filtr główny poprzez usuwanie brudu z powietrza oraz grubszych cząsteczek kurzu. To na nim podczas czyszczenia znajduje się na przykład koci włos.

Częstotliwość wydaje się być sprawą indywidualną – w zależności od ilości posiadanych zwierząt, długości ich sierści czy po prostu miejsca zamieszkania. U nas taka konieczność była po ok 2-3 tygodniach.

Filtr główny Dual Filter ™ powstał przy współpracy z firmą Freundenberg – niemieckim liderem i specjalistą w zakresie produkcji filtrów.

Dual – ponieważ to połączenie dwóch filtrów w jednym – z węglem aktywnym oraz HEPA.

Pomimo tego, że urządzenie wyposażone jest w dwa filtry wymieniamy tylko jeden – ten główny. Mało tego – Roger sam nam ma zasygnalizować taką konieczność.

Roger little polecany jest do pomieszczeń do 35m2/ 90m3 więc postawiliśmy go w najbardziej używanym pokoju w domu, w takim w którym też najczęściej przebywają koty.

Miała zadziać się magia.

Przy pierwszym uruchomieniu dość długo świecił się na pomarańczowo i dość długo intensywnie pracował. Mam wrażenie, że znacznie dłużej niż było to opisane w dołączonej instrukcji.

Potem już było cicho i spokojnie.

Obawiałam się jednego – ja nie potrafię usunąć gdy coś mi świeci – jakaś dioda z monitora, myszki czy czegokolwiek, rolety też zawsze muszą być szczelnie zasłonięte. Mały Roger ma tryb nocny- dwa kliknięcia w przycisk i intensywny niebieski pasek przestaje świecić. Taka drobna rzecz- ale dla mnie bardzo istotna.

Po paru dniach od uruchomienia na łapce Łaciatego pojawiła się jedna mała łysa plamka, którą on nawet nie był zainteresowany, równie dobrze mogła być to rana wojenna spowodowana zapasami z Rudym

Po około dwóch tygodniach zdecydowałam się na odstawienie olejku cbd u Łaciatego polegając już na samej pracy oczyszczacza.

Jak inaczej sprawdzić czy to działa, czy nam pomaga?

A działa! I to całkiem nieźle!

Kotu absolutnie nic się nie dzieje a ja jestem przez to zdecydowanie spokojniejsza.

Mało tego – ostatnie dni lutego i początek marca to był czas naprawdę wspaniałej pogody zwiastującej prawdziwą wiosnę. Czas kiedy już można i wypadałoby otworzyć okno. Miałam poważne obawy – tak jak pisałam wcześniej – u mnie powietrze można gryźć a sąsiedzi palą w piecach chyba nawet kapciami. Szybko okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, chociaż raz „lampka” na Rogerze zapaliła się na pomarańczowo – to znaczy działa i pracuje.

U nas cały czas w zasadzie funkcjonuje w trybie auto. Moc zwiększam mu jedynie w sytuacjach kiedy po domu jeździ roomba oraz przy okazji większych porządków, kiedy używam jakiejś chemii – mimo wszystko wolę dmuchać na zimne.

Roger little polecany jest do domów z alergikami. Domyślam się, że chodzi o „ludzkich” alergików , nam jednak pomógł w alergii kota! Proponuję to koniecznie dodać do opisu urządzenia.

Jestem ciekawa jak sprawdzi się w cieplejsze, nawet letnie dni ponieważ gdy ręcznie ustawi się go na największą moc potrafi całkiem nieźle wiać.

Nie jestem dobra w zapamiętywaniu wszystkich parametrów, informacji czysto technicznych – to było dla mnie istotne w momencie wyboru sprzętu – dlatego odsyłam TUTAJ

*materiał powstał przy współpracy z firmą DLF sp. z o.o. – dystrybutorem marki Stadler Form w Polsce

Dodaj komentarz