Pazdan który był Liptonem

Oj długa była droga Pazdana do obecnej formy…. długa i wyboista…

Pazdan to to ruda pamiątka z wakacji – tak go zazwyczaj określam, tak zazwyczaj odpowiadam, gdy ktoś pyta skąd go mam. Przeważnie nie chcę się wtedy wdawać w szczegóły

Przywiozłam go do domu z jego biało-rudym bratem, który okazał się słabszy….. Fip… z tym jeszcze nikt nie wygrał

O (wtedy jeszcze chyba) Liptona walczyliśmy długo, lista jego chorób i kartoteka u weterynarza też nie była krótka. Za każdym razem po okresie spokoju, poprawy następowało jakieś załamanie formy.

W międzyczasie Lipton stał się Pazdanem – imie wybrał sobie sam -od początku chłopak miał zadatki na niezłego piłkarza 🙂 On naprawdę kocha biegać za piłeczkami !!!

Ostatnie załamanie formy mojego dzielnego obrońcy to spadek odporności po zabiegu kastracji, wtedy też wykonałam wszystkie możliwe badania z krwi

Naprawdę nie lubię wspominać tego czasu kiedy było kiepsko, kiedy walczyliśmy o jego zdrowie, życie.

Wolę się cieszyć tym, że mam w domu wulkan energii, małą torpedę na czterech łapkach, wolę mieć problem typu jak go tu opanować i uspokoić, żeby zrobić dobre zdjęcie niż czym dojechać do weta na kolejny zastrzyk.

Dodaj komentarz